Po co uczą w szkole matematyki?

with Brak komentarzy

Ci, którzy znają nas prywatnie lub uważnie śledzą nasz profil Elżbieta i Witold Szwajkowscy na Facebooku wiedzą, że edukacja matematyczna bardzo nas zajmuje. Źródła tego zainteresowania, a także forma i intensywność działań podejmowanych w związku z tym zainteresowaniem, są różne w przypadku każdego z nas. Łączy nas jednak przekonanie, że szkolna edukacja matematyczna w jej obecnej formie, to jedno wielkie nieporozumienie. Prawdopodobnie nie jesteśmy szczególnie oryginalni, wiemy, że więcej jest osób, które podzielają ten pogląd.

 

Według nas, celem edukacji matematycznej nie jest to, żeby uczniowie zrozumieli sens podstawowych pojęć matematycznych, jako ważnej części dziedzictwa cywilizacyjnego i poznali możliwości ich wykorzystania w życiu, tylko rozwijanie umiejętności manipulowania wzorami, kombinowania, odtwarzania z pamięci poznanych algorytmów oraz domyślania się, o co mogło chodzić układającym zadania i pytania testowe. Świadczy o tym chociażby dobór zadań maturalnych, które takich właśnie kompetencji wymagają. Mimo ustawienia progu wymagań na 30% zdobytych punktów, egzaminu tego nie zdaje co szósty uczeń, a gdyby poziom wymagań ustawiono na 50%, to nie zdałaby połowa.

 

Sądzimy, że rzeczywistym celem obecnego systemu edukacji matematycznej jest selekcja 10-20% tych uczniów, którym matematyka będzie potrzebna w przyszłości w pracy zawodowej. Odbywa się ona na zasadzie: „tych, którzy są w stanie zrozumieć nasz język i sposób myślenia oraz sens rozwiązywanych zadań – witamy w naszym klubie, a co do reszty… – to ich problem”.

 

Nieefektywna edukacja matematyczna pochłania olbrzymie publiczne pieniądze i zabiera większości uczniów zdrowie i czas, który mogliby znacznie lepiej spożytkować. Dodatkowo powoduje frustrację, zniechęcenie i poczucie obniżenia własnej wartości setek tysięcy uczniów, którzy z tak uczoną, pokazywaną w krzywym zwierciadle matematyką, nie są sobie w stanie poradzić. Duża część z nich zmuszona jest brać korepetycje z „rozwiązywania zadań” i uczy się ich rozwiązań na pamięć. Ich rodzice mieli prawdopodobnie w szkole ten sam problem i już od poziomu czwartej klasy nie są w stanie pomóc swoim dzieciom, nawet wtedy, gdy próbują korzystać z przeznaczonych dla uczniów podręczników. Sprawdziliśmy, że odpowiedzialni za taką sytuację, nie są w stanie dostrzec problemu. Nie są też chętni, żeby zapoznać się z argumentami przemawiającymi za przedstawioną wyżej diagnozą, ani ze sposobami, które pozwoliłyby ten fatalny stan rzeczy zmienić. Widocznie są w swoim przekonaniu nieomylni.